Wydałam 19 000 dolarów na ślub mojego syna – wszystkie moje oszczędności – myśląc, że daję mu najwspanialszy dar miłości.
Zamiast tego patrzyłam, jak mnie miażdży na oczach dwustu osób.
Nazywam się Stephanie. Mam siedemdziesiąt lat i od prawie pół wieku jestem matką Ethana pod każdym względem. Adoptowałam go, gdy miał pięć lat – drżącego chłopca o zapadniętych oczach, który budził się z krzykiem, błagając rodziców, którzy nigdy więcej nie przekroczyli progu jego domu. Pracowałam na dwa etaty, żeby zapewnić mu ciepłe łóżko, spokojne dzieciństwo i przyszłość o wiele wspanialszą niż wszystko, co kiedykolwiek miałam.
Nigdy nie wyszłam ponownie za mąż. Nigdy nie miałam więcej dzieci. Każda część mojego życia – każda wypłata, każde odłożone marzenie – była dla niego.
A jednak… tamtej nocy zachowywał się wobec mnie tak, jakbym była kimś obcym.
Ethan poznał Ashley trzy lata temu i od początku patrzyła na mnie, jakbym była czymś przyklejonym do jej buta. Jej matka, Carol, była kobietą, która chodziła na imprezy charytatywne, kolekcjonowała domki na plaży i z dumą przypominała o tym wszystkim. W porównaniu z nią byłam po prostu starzejącą się wdową w skromnym mieszkaniu, z rękami wciąż noszącymi ślady pracy w fabryce.
Ashley nie powiedziała tego na głos, ale słyszałam to w każdym pobłażliwym uśmiechu:
Nie ma dla ciebie miejsca w naszym świecie.
