„Tam, gdzie je zostawiłeś”.
Po tym, jak Emily zasnęła, Daniel czasami otwierał pudełko po butach i czytał list owinięty gumką recepturką – pismo Sary: Jeśli to czytasz, to albo dramatyzuję, albo jestem bardziej szczera niż zwykle. Pewnie to drugie. Robisz to, co zwykle: przepraszasz za to, że jesteś człowiekiem. Nie rób tego. Emily nauczy cię przetrwać. Dzięki temu rozkwitnie. Ciągle naprawiaj drobiazgi. Takie duże rzeczy są śmiałe. Złożył je razem i zrobił kanapkę, która smakowała jak obietnica.
Nie wszystkie kryzysy były dramatyczne. Jeden zaczął się od wycieku płynu chłodniczego w fabryce we Fremont. Alerty się piętrzyły: ostrzeżenia dotyczące temperatury, izolacji szafy, uruchomienia obwodu awaryjnego, a potem awarii. Jechał na targi naukowe Emily, gdy telefon zawibrował jak uwięziona pszczoła. Zerknął na zegarek. Wysłał SMS-a do pani Alvarez: Spóźnię się. Powiedz im, że idę. Sala operacyjna była wypełniona po brzegi – działy operacyjny, inżynieryjny, produktowy i prawny. Pojawił się Mark, trzymając tablicę jako tarczę. Olivia stała przy drzwiach, a potem za osobą piszącą najwięcej, która okazała się Priyą.
„Izolacja w korytarzach D-F okazała się sukcesem” –
powiedział ktoś.
„G i H się rozgrzewają”.
„Druga ścieżka przełączania awaryjnego jest trudna do osiągnięcia” –
powiedział ktoś inny.
„Utrata pakietów na łączu wtórnym”.
„Zablokuj ruch na niekrytycznych ścieżkach wnioskowania” –
powiedziała Olivia.
„Upadnij z gracją. Komunikuj się jasno”.
Daniel wziął klawiaturę od realizatora dźwięku, który potrzebował przerwy. Przeczytał logi tak, jak niektórzy czytają twarze i znalazł cichą przyczynę głośnego objawu: źle skonfigurowaną flagę blokującą część ruchu, która powinna była grzecznie się zwolnić, a zamiast tego próbowała się odwrócić. Cofnął ją. Wykres opadł, a potem uspokoił się. Temperatura spadła. Korytarz odetchnął z ulgą, niczym miasta po wyłączeniu syren. Zerknął na zegarek i wysłał kolejnego SMS-a: Pięć minut. Już prawie. Rano dotarł na szkolną salę gimnastyczną.
„Najbardziej pomysłowe wykorzystanie taśmy”.
Emily stała przy moście, który nie miał prawa tam stać. Kiedy go zobaczyła, jej usta zrobiły coś, co sprawiło, że reszta dnia była warta ceny, jaką zapłaciła.
„Przegapiłeś moment, w którym upadł, a ja go naprawiłam” –
powiedziała.
„Widziałem tę część, gdzie stoi” –
powiedział.
„Naprawianie to już historia”. »
W poniedziałek Mark podszedł do biurka Daniela – prawdziwego biurka, z rośliną, która wyglądała, jakby miała kredyt hipoteczny.
„Miałeś rację co do celów” –
powiedział.
„Miałeś rację co do podręczników”.
Odpowiedział Daniel.
„Byłem głupcem”.
Mark dodał, a jego słowa niczym ciężka ławka wślizgnęły się przez wąskie drzwi.
„Czasami to narzędzie” – powiedział Daniel.
„Czasami to lustro”.
Mark zaśmiał się raz, co było typowym odgłosem poddania się.
Olivia poprosiła go o wygłoszenie prezentacji zatytułowanej „Zasady hydrauliki w uczeniu maszynowym”. Połowa inżynierów uznała to za żart, a druga połowa przybyła wcześniej. Położył klucz francuski na scenie.
„To historia o hydraulice” – powiedział.
„System da ci znać, gdzie go boli, jeśli dasz mu odpowiednią przestrzeń i odpowiednią ciszę”.
Mówił o wprowadzaniu danych i normalizacji, asymetrii między treningiem a utrzymaniem, o tym, dlaczego P95 kłamie, gdy zmieniają się wzorce ruchu, i dlaczego P99 mówi ci, kim jesteś, gdy jesteś zmęczony. Pokazał Emily rysunki – listy rzeczy do zrobienia pod serwerami, fioletowe na życzenie. Pytania zadawane później nie były mądre, ale były przydatne. Jak powiedzieć „nie” na jakieś określenie, żeby nie brzmiało, jakby ci się nie podobało?
Powiedz „Tak, jeśli…” i wymień trzy rzeczy, które sprawiają, że odpowiedź „tak” jest prawdziwa.
Jak mierzysz zaufanie?
„Policz, ile razy ludzie przychodzą do ciebie z drobnymi problemami”.
Firma North Beach oddzwoniła do nich we wtorek, kiedy zapowiadano deszcz, i przyniosła same kłopoty. Ten sam kąt, to samo radio, inny stolik. Miała na palcu pierścionek z granatem, a nie obrączkę. Łamał chleb dłońmi, bo noże przypominały mu negocjacje.
„Myślałaś kiedyś o odejściu?”
zapytał. Miał na myśli Harrisona. Miał na myśli zbroję.
„Co tydzień” –
powiedziała.
„I już nie. To miasto nauczyło mnie, że pozostanie to wybór. Dokonuję go świadomie”.
Wymienili ostrożne spojrzenia – nie bali się być zauważeni, ale też nie bali się zobaczyć za dużo. Ich praca uratowała ich w różnych językach. Żadne z nich nie chciało przekształcić tego w coś bardziej chaotycznego, dopóki nie byli pewni, że przetrwa podróż.
Negocjacje dotyczące przedłużenia umowy z Seattle brzmiały jak wyzwanie: nowe cele, nowe kary, wymyślne gadanie o „partnerstwie” z prasą i zimne telefony do prawników. Olivia przyprowadziła Daniela do
